Trzy namioty

„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. […] A oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. ” (Mt 17, 1-3.5-8)

Jezus zabiera mnie na górę. Zna moje lęki, moje słabości. Wie, że nie zawsze wiem jak się zachować, co powiedzieć, a jednak mnie zabiera. Bo chce bym doświadczył Jego chwały.

On idzie by pokazać, że jest Bogiem. Bogiem, który nie dzieli, a łączy. Który chce by moje życie było przepełnione Jego obecnością.

I dlatego chce bym tak jak Piotr, Jakub i Jan był z Nim. Bym mógł oglądać Jego chwałę. Bym już teraz mógł doświadczyć nieba. Nieopisanego piękna. Obecności świętych.

Ale to na Nim mam skupić swój wzrok. Bo to Jezus jest Synem Bożym i tylko On ma moc zabrać mój lęk. Lęk, że nie wypełniam Prawa. Lęk, że nie żyję tak, jak uczą mnie Prorocy. Jezus jest tym, który w sobie skupia Prawo i Proroków, i dlatego nie chce bym budował w sobie namiot Mojżeszowi lub Eliaszowi. On chce bym wstał i podszedł do Niego. Bym wszedł do Jego świątyni, a tam ich spotkam.

Jezus zabiera mnie na górę. Pozwala poznać tajemnicę, której nie rozumiem, bo chce bym Mu uwierzył. Bym bez względu na wszystko trwał przy Nim, nawet jak mi nie wychodzi. Bo tylko tak naprawdę doświadczę nieba, nawet gdy gubię się w drodze do Niego

Jezus – Bóg przychodzi do mnie taki, żebym mógł Go dotknąć. Pochyla się nad moim lękiem, moimi słabościami. A ja już nie muszę ukrywać twarzy. On chce bym patrzył. Bym wpatrywał się w Niego i Jego chwałę. Nawet jeśli nie wszystko rozumiem.

Dzisiejsza Ewangelia: Mt 17, 1-9

Prawo

„Jezus powiedział: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić.” (Mt 5, 17)

10.06.2015

Jezus wypełnia Prawo. Nie znosi Go. Nie usuwa i nie zmienia, lecz całym sobą realizuje to, czego Bóg uczy od początku stworzenia. I mnie do tego zaprasza.

Jezus wypełnia Prawo. Wypełnia je miłością. Nie robi tego z obowiązku. Z przymusu. On pokazuje, że wypełnić Prawo można tylko przez miłość. Trzeba je pokochać, by pokochać Boga i bliźniego. I tak żyć.

I sam dał mi przykład jak to zrobić. Nie tylko swoim słowem, ale przede wszystkim swoją śmiercią na krzyżu. Za mnie. I za Ciebie!

I dlatego wzywa mnie, bym tak jak On wypełnił Prawo. Bym wypełnił je sobą. Swoją miłością, tak jak On to zrobił. Jezus nie chce bym Jego przykazania traktował jak przykry obowiązek. Bóg chce bym pokochał to, co On mi poleca. Bo On zrobił to jako pierwszy. Dla mnie.

Bo Jezus chce mojej wielkości. On chce bym był wielki w Jego królestwie. Z tego powodu uczy mnie wypełniać Prawo i mówi: Kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. (Mt 5, 19b) I chce, bym tak samo uczył innych, nawet gdy wydaje się to niemodne. Gdy świat się ze mnie śmieje. Gdy mnie odrzuca. Jezus chce, bym tak jak On wypełnił całe Prawo i uczył tego innych.

Bóg stawia mi wymagania. A ja nie umiem ich zrealizować. Ciągle się plączę. Ciągle szukam skrótów. Sposobów obejścia Jego słów. Bo tak wydaje mi się łatwiej. Bo boję się, że sobie nie poradzę, chociaż wiem, że On jest ze mną. I mnie umacnia. I dopełnia to, co mi nie wychodzi. Cały czas.

Jezus wypełnił Prawo, bo mnie kocha. I chce, bym ja pokochał Jego. I swoich braci.