Radość czuwania

„Jezus powiedział: Szczęśliwi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał” (Łk 12, 37)

20.10.2015

Dziś Jezus mówi o czuwaniu. Wzywa bym zawsze był gotowy. Bym potrafił (tak jak święci męczennicy) zostawić wszystko. I pójść na ucztę…

Ale Jezus mówi o czuwaniu, które samo w sobie jest szczęściem. Nie tylko drogą do szczęścia. Jest szczęściem, bo jest trwaniem przy Bogu. Trwaniem w Jego obecności.

I dlatego wzywa bym przepasał swoje biodra. Bym uwolnił się od wszystkiego, co może mnie krępować. Co może spowolnić mnie, w chwili gdy Pan nadejdzie.

Jezus wzywa mnie bym czuwał. Bym strzegł się ciemności. I daje mi ku temu narzędzia. Daje mi wskazówki, co mam z nimi zrobić. I dlatego daje mi pochodnię (swoje Słowo) i każe mi jej pilonować. Bo tylko tak oświetlę sobie drogę i zobaczę swoje niedociągnięcia, swoje grzechy. I będę mógł je odrzucić.

Ale Jezus mówi też o szczęsciu, do którego czuwanie ma doprowadzić. On mówi o uczcie. O uczcie na którą mnie zaprasza. O uczcie, na której On będzie usługiwał.

Bo Jezus chce mi usługiwać. On tak mnie kocha, że chce być moim sługą. I dlatego wskazuje jak mam przygotowac się na Jego przyjście. Jak mam czuwać, by nie przegapić gdy nadejdzie. Bo może przyjść w każdej chwili.

Dziś Jezus mówi o czuwaniu. O czuwaniu i szczęściu – bo te dwie sprawy są nierozerwalne. Dzięki Niemu!

Zmartwychwstanie / Służba

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mk 10, 45)

18.10.2015

Dzisiaj będzie o zmartwychwstaniu (bo każda niedziela to czas zmartwychwstania). O obudzeniu. O powstaniu z marazmu.

Dziś (po tygodniach mojego nie słuchania) Jezus mówi mi gdzie jest moje miejsce. Gdzie mam być, by być blisko Niego. Czym daje prawdziwą radość. Pozwala poczuć, czym jest Jego miłość. I tym wyrywa mnie ze snu (w który zapadłem na własne życzenie).

Bo Jezus mówi o służbie. Mówi i sam się jej podejmuje. Mówi, bo wie, że to jest jedyna droga.

Dlatego te słowa są takie radosne. Bo to Jezus sam mi się oddaje. Sam oddaje swoje życie. Za mnie. Wie, że nie potrafię zasłużyć na zbawienie. Nie mogę zapłacić za moje grzechy. Moje zaniedbania. I dlatego idzie. Idzie i służy. Aż do śmierci… po to by zmartwychwstać.

A ja często chcę iść na skróty. Tak jak Jan i Jakub. Chcę by Jezus uczynił to, co sobie wymyśliłem. To, co mi wydaje się najlepsze. I proszę o najlepsze dary. Dla siebie.

A Jezus słucha i pyta: Czy możesz pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? (por. Mk 10, 38) I czeka na moją odpowiedź. Na moją deklarację. Na moje czyny.

Bo wie, że jestem gotów wszystko powiedzieć. Wszystko zadeklarować. Jestem gotów, bo myślę, że dam radę. Jak Jan i Jakub, którzy odpowiedzieli twierdząco. Jak Piotr, który zapewniał, że nigdy nie zaprze się Jezusa. Jak Izraelici na pustyni.

I wie, że nie zawsze mi wyjdzie. A mimo to idzie i mi służy. Idzie i umiera za mnie. Bym ja mógł żyć. Bo mnie kocha!

I mnie zachęca do tego samego. Zachęca bym służył innym. Bo to jedyna droga. Droga, którą On poszedł. Droga by być pierwszym. Nie tylko po zmartwychwstaniu!