Niepokój

„O wszystkich wydarzeniach (związanych z Jezusem) usłyszał również tetrarcha Herod i był zaniepokojony. […] I mówił: <<Któż jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?>> I chciał Go zobaczyć.” (Łk 9, 7a. 9b)

24.09.2015

Herod nie chciał zobaczyć Jezusa. Nie chciał tak naprawdę spotkać Tego, który uzdrawia. Który ma moc by przemienić życie. On chciał tylko uciszyć swój niepokój.

Bo każdy, kto słyszy o Jezusie czuje niepokój. Niepokój, który ma nas pobudzić do działania. Który budzi nasze serce. Ale to od nas zależy co z tym robimy.

Herod wiedział, że nie jest na drodze, która prowadzi do Boga. Wiedział (a może bardziej czuł), że Jezus tę drogę wskazuje. Że uczy, jak rozpocząć wędrówkę ku Stwórcy. Jak przemienić swoje życie. I może mu w tym pomóc.

Herod wiedział, że spotkanie z Jezusem wywróci do góry nogami Jego myślenie. Będzie musiało wywrócić, jeśli będzie chciał być wierny Bogu. I dlatego czuł niepokój. Bo bał się, że będzie musiał zmienić swoje życie. Swoje przyzwyczajenia.

I nie był to zły niepokój. To mógł być twórczy niepokój. Mógł, ale Herod to zmarnował. Zmarnował, bo bał się zaryzykować.

I ja mogę zmarnować swój niepokój. Niepokój, który codziennie pobudza mnie do myślenia. Do podejmowania decyzji: idę z Bogiem, czy w przeciwną stronę. Bo Jezus chce przychodzić (codziennie), by mnie pobudzać do myślenia. Do zastanowienia się, czy jestem na dobrej drodze.

Dlatego do mnie mówi w Swoim słowie. Mówi w różnych osobach, sytuacjach. Bym usłyszał. Bym poczuł niepokój. I bym chciał Go zobaczyć. W innych ludziach. W mojej codzienności. I bym zrobił krok. Bym zaryzykował.

A wtedy On przyjdzie. Przyjdzie i zabierze to, co mnie niepokoi. A w to miejsce da prawdziwy spokój. I pewność, że idę dobrze. Bo z Nim. Z Jezusem!

Nie jest łatwo

Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.” (J 16, 33b)

18.05.2015

Nie jest łatwo. Codzienność mnie przytłacza. Wiele rzeczy mi nie wychodzi, a moje plany okazują się słabe. Nie jest łatwo. Często boję się o kolejny dzień. O to czy podołam w roli męża, ojca. Czy utrzymam rodzinę.

Nie jest łatwo, ale Jezus o tym wie. On sam dodaje odwagi do walki z codziennością, bo On jest większy od wszystkich moich problemów. Nawet tych, które mnie najbardziej przytłaczają, bo On zwyciężył świat.

Nie jest łatwo, bo często odwracam się od Boga. Jestem jak Piotr, który w trudnościach zapiera się Pana. Jak uczniowie w drodze do Emaus – niepewny o jutro. I sam szukam odpowiedzi. Sam szukam rozwiązania.

Chociaż nie muszę. Nie muszę, bo Jezus chce brać moje problemy. On zna je i czeka, abym pozwolił Mu działać. Chociaż sam zapowiada moje upadki, nie robi tego po to by mnie dobić. On chce podnieść mnie na duchu, przecież sam mówi: To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. (J 16, 33a)

To On daje mi prawdziwy pokój, nawet wtedy, gdy świat mówi inaczej. Chociaż problemy nie giną. Chociaż troski wciąż trwają, to z Nim mogę przez wszystko przejść. On zatroszczy się, by problemy mnie nie przytłoczyły. Bym wygrał z nimi. Choć nie zawsze tak, jakbym sam to wymyślił, to zawsze tak, jak jest najlepiej.

Nie jest łatwo, ale Bóg jest większy od wszystkich moich problemów. Tylko muszę o tym pamiętać.

Radość i spokój

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.” (J 16, 20)

15.05.2015

Świat się bawi. Codziennie na nowo wzbudza w sobie radość. Codziennie daje tyle powodów do radości. Bawi się stworzeniem. Bawi się w stwórcę. Wciąż trwa karnawał. Pozorna radość. Karnawał grzechu.

A mnie świat przytłacza. Tak łatwo wpadam w strach o kolejny dzień. O pieniądze. O pracę. O rodzinę. Widzę, że niewiele mogę zrobić swoim nonkonformizmem. Że muszę ustąpić, żeby coś osiągnąć. Świat codziennie pokazuje mi, że jestem tylko małym trybikiem.

Ale Bóg jest ponad tym. On cały mój lęk, cały mój smutek przemienia. On mi pokazuje, że z nim mogę osiągnąć wszystko. I nie muszę rezygnować z tego co najważniejsze. Z Nim mogę wyrwać się z marazmu. Wyrwać się z codziennego smutku i być radosnym.

I nic tej radości nie zabierze. Nawet upadek. Nawet problemy. Bo wiem, że moje sprawy są złożone w Bogu. On ma nad wszystkim kontrolę, jeśli ja mu na to pozwolę. I On umacnia mnie bym był spokojny i trwał w obliczu grzechu.

I wtedy o nic nie muszę pytać Boga. Bo wszystko staje się jasne. W Nim.