Modlitwa = przemiana

„Jezus wziął Piotra, Jana i Jakuba i wszedł na górę, aby się pomodlić. Kiedy się modlił, zmienił się wygląd Jego twarzy, a Jego szata stała się lśniąco biała.” (Łk 9, 28-29)

Jezus wyszedł na górę. Wyszedł by się modlić, spotkać się z Ojcem. I spotkał się, a to spotkanie Go przemieniło.

I nie chodzi tylko o fizyczną przemianę, chociaż ta została opisana. Bo każde spotkanie z Bogiem to czas przemiany. Czas, gdy pozwalam Bogu na działanie w moim sercu. Na przemianę mojego myślenia. Mojego spojrzenia na świat i ludzi.

Dlatego Jezus tak często się modlił. Dlatego wychodził na górę, na pustynię, na miejsce odosobnione by spotkać się z Ojcem. By porozmawiać o Jego planie. By pozwolić Mu działać w swoim życiu.

Ale tym razem Jezus nie idzie sam. Zabiera ze sobą uczniów. Chce by mu towarzyszyli. By ujrzeli Jego chwałę i tak jak On doświadczyli przemiany.

I chociaż uczniowie nie wytrzymali i poszli spać, to jednak z Nim byli. Mogli zobaczyć jak się przemienił. Mogli doświadczyć tej przemiany i usłyszeć: To jest mój Syn, Wybrany. Słuchajcie Go. (Łk 9, 35)

Tak samo jest ze mną. Nie jestem wytrwały. Nie potrafię się modlić. Zasypiam i tak jak Piotr nie wiem co powiedzieć.

Ale Jezus właśnie takiego zabiera mnie na górę. Chce bym razem z Nim się modlił. Bym Mu towarzyszył i razem z Nim spotkał Ojca. Ojca, który chce bym świecił Jego blaskiem. Który chce mnie przemienić, tak jak przemienił Jezusa.

Bo każda modlitwa przemienia…

Tylko czy ja chcę dać się przemieniać?

Dzisiejsza Ewangelia: Łk 9, 28-36

Przyjąć Słowo

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. […] Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.” (J 1, 1. 11)

03.01.2016

Jezus przychodzi. Przez ostatnie dziesięć dni Kościół w sposób szczególny przypomina mi tę prawdę. Przypomina, że Słowo stało się ciałem.

Ale czy w moim życiu?

Bo Jezus przychodzi do mnie, jak do swojej własności. Przychodzi ze swoim Słowem. Przychodzi, by ofiarować mi swoje łaski. Przychodzi bym stał się dzieckiem Bożym.

Ale to ode mnie zależy czy Go przyjmę. Ode mnie zależy co z tym wszystkim zrobię. Co uczynię ze Słowem, które przychodzi.

Bo mogę je odrzucić. Mogę spojrzeć i wrócić do swego życia. Swoich żali. Swojej zazdrości i nienawiści. Swego egoizmu.

Ale Bóg zaprasza mnie bym przyjął Jego Słowo. Bym przyjął je ze wszystkim co Ono niesie. Bym się w Nie wsłuchał i pozwolił Mu się przemieniać. Nie tylko od czasu do czasu, ale stale. Nie tylko w święta, ale codziennie.

Bo bez Boga nic nie mogą osiągnąć. On przychodzi w swoim Słowie i daje życie. Życie, które mam zanieść innym. On daje światłość, która rozjaśnia wszystkie ciemne miejsca w moim życiu. On daje łaski, bym mógł wzrastać w miłości do Niego i innych (także tych, którzy mnie odrzucają). I bym pomógł wzrastać innym.

Tak jak Jan, który „przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.” (J 1, 7) On zaświadczył bo uwierzył, bo przyjął Słowo i Nim żył.

Ale czy ja Je przyjąłem?

Przemiana

„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. […] Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: << Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza >>. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.” (Mk 9, 2. 5-6)

06.08.2015

Dziś Jezus zabiera mnie na górę. Pozwala mi iść razem z uczniami, by ujrzeć Jego chwałę. By doświadczyć przemienienia.

Ukazuje mi swoją boską naturę. A ja nic nie rozumiem. Jak uczniowie. Wpatruję się w Niego, ale nie rozumiem tego co dla mnie uczynił. Nie rozumiem, jak wielki gest wykonał. Jak bardzo mnie ukochał.

Jezus zaprasza mnie na górę. On chce bym widział w Nim nie tylko nauczyciela. On chce bym wiedział, że On jest Bogiem. Że w Nim wypełnia się wszystko co mówili prorocy. Że On przychodzi aby dać mi życie. Że On jest życiem.

I dlatego pozwala mi doświadczać przemienienia. Mogę w nim uczestniczyć codziennie. Podczas eucharystii. Mogę… ale tego nie robię. Bo nie rozumiem. Bo nie potrafię zrozumieć.

Jezus przemienił się wobec uczniów, bo chciał ich przygotować. Chciał by wiedzieli, że chociaż umrze to jest ponad tym. Że chociaż umrze, to powstanie z martwych. A oni nie zrozumieli.

I ja nie rozumiem tego co czyni Bóg. Nie doceniam tego, że przemienia chleb. Że mnie nim karmi. Że chce do mnie przychodzić. Że robi to specjalnie dla mnie.

I dlatego mam wchodzić na górę. By doświadczyć Jego obecności. By przemieniać moją codzienność. I zrozumieć…