Komora

„Odchodząc z Kafarnaum, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim.” (Mt 9, 9)

21.09.2015

Dla Jezusa nie ma straconej okazji. Nie ma sytuacji, której On by nie wykorzystał. By trafić do ludzkiego serca.

Tak jak za Mateuszem. Jezus już wychodził z Kafarnaum. Dokonał tam wszystkiego, co mógł dokonać. I szedł dalej. A jednak jeszcze na koniec spojrzał na Mateusza. Spojrzał na osobę najbardziej pogardzaną. Na tego, który kolaborował. Spojrzał i zawołał.

Bo Jezus przychodzi, nawet gdy się tego nie spodziewam. Przychodzi do mojego grzechu. Mojej komory celnej. I tam mnie szuka. I tam mnie woła. Po imieniu.

I to ode mnie zależy co z tym zrobię. Przecież mogę zamknąć się w swoim kantorku. Mogę udać, że niczego nie słyszałem. Że niczego nie widziałem. I odwrócić się od tego, który mnie woła.

Ale mogę, tak jak Mateusz, wstać i pójść. I doświadczyć tego co on. Spotkania z Panem, który przychodzi by szukać tych, którzy poginęli. Którzy się pogubili (chociaż sami nie zawsze to widzą).

I dlatego nie idzie do świątyni. Nie idzie do tych, którzy są blisko Boga. Którzy nie przekraczają Jego przykazań. On idzie do grzeszników. Do odrzuconych przez innych, by pokazać im, że można inaczej.

I mnie do tego zaprasza. Woła bym razem z Nim poszedł. Bym nie potępiał, ale przyjął. Bym usiadł do stołu z tymi, których wszyscy odrzucają. Których ja odrzucam. I tak łatwo potępiam.

Bo Jezus chce każdego wyciągnąć. On każdego woła, po imieniu, by wyszedł ze swojej komory. By stanął przy Nim i od niego czerpał. I chce bym wołał razem z Nim. Skoro już doświadczyłem uwolnienia. Skoro wyszedłem ze swojej komory.

A może nadal w niej tkwię?

Autor

Piotr Rydzewski

Syn - Boga w Trójcy Jedynego, Mąż - stale i niezmiennie jednej żony, Ojciec - trzech cudownych córek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *