Droga do Boga

„Jezus powiedział przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: <<Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik.>>” (Łk 18, 10-11)

05.03.2016

Jezus wie, że łatwo zapominam Jego słowa. Wie, że często Go słucham, ale nic z tym nie robię. I dlatego kolejny raz przypomina mi tę przypowieść.

Bo Jezus pokazuje, że wciąż jestem jak faryzeusz. Modlę się. Dbam o relację z Bogiem. Ale nie jestem pokorny. Nie umiem kochać. Nie umiem przyznać się do swoich grzechów.

Tylko widzę je u innych. Oceniam. Przekreślam. Wywyższam się, bo przecież inni są gorsi ode mnie. Bo przecież moje grzechy są niczym wobec ich grzechów (których de facto nie znam).

A Jezus przypomina, że nie tędy droga. Nie o to Mu chodzi. On nie chce bym był sprawiedliwy, jeśli gardzę innymi. Nie chce by moja doskonałość (do której mi daleko, sic!) przysłoniła mi drugiego człowieka.

Bo wcale nie jestem lepszy od mego brata, mojej siostry, moich rodziców, żony, przyjaciół czy wrogów. Nawet od mijanego na ulicy pijaka czy pokazywanego w telewizji oszusta. Być może jestem nawet gorszy. Ale nie chcę się do tego przyznać.

A Jezus chce, bym zrozumiał swój grzech. Bym spojrzał na Niego i powiedział za celnikiem : „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18, 13b) Bym w pokorze przyznał się do swoich błędów, wad. I w konsekwencji je odrzucił.

To jest jedyna droga do Boga. Nie sprawiedliwość. Nawet nie zwiększona ilość postów i modlitw. Ale pokora. I świadomość własnych grzechów.

Tego uczy Jezus. I to mi wciąż przypomina.

Ale ja nie umiem tego zrozumieć…

***

Boże naucz mnie widzieć mój grzech. Rozpoznać go i oddać Tobie. Naucz mnie, bym zawsze w prawdzie i pokorze stawał prze Tobą. Bym nie zasłaniał się swoją pseudo-doskonałością. I pomóż zobaczyć Ciebie w drugim człowieku. W tym, którego tak łatwo przekreślam i którym tak łatwo pogardzam. Amen.

(Nie)Wolni-k

„Jezus powiedział: Kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mt 20, 26-28)

24.02.2016

Dziś Jezus mówi o władzy. Mówi o swoim Królestwie. Mówi o tym, jak ono ma wyglądać już teraz.

A zaczyna od swojej śmierci. Od cierpienia, które ma ponieść. I od zmartwychwstania, którego uczniowie nie rozumieli. (A my rozumiemy?)

A potem wskazuje co znaczy być pierwszym. Co znaczy być po Jego prawej lub lewej stronie. Czym jest władza, w Jego Królestwie.

Bo jest ona całkowicie inna niż to sobie wyobrażam. Inna, niż możemy to zobaczyć na co dzień. Inna niż moje dążenia.

Bo władza to służba. To oddanie innym. To umiejętność rezygnacji z samego siebie. A także pokora i działanie w pełnej jej świadomości.

Tego Jezus uczy i sprowadza mnie na ziemię. Burzy piedestały, które sam sobie stawiam. I robi to po to, bym mógł dojść do nieba. Bym był w Jego Królestwie. Bym budował je teraz.

Jezus pokazuje, że mam stać się sługą tych, których stawia na mojej drodze. Mam rezygnować ze swojego ja, ze swoich pragnień i marzeń. Muszę je poświęcić. I mam to robić w pełni świadomie.

Bo to inni mają się spełniać przy mnie. Inni mają się realizować. Najpierw moi najbliżsi: żona i dzieci. Ale w końcu wszyscy, których spotykam. Mam stać się niewolnikiem i umrzeć. Tak jak umarł Chrystus.

I mam to robić w pełnej pokorze. Bez pragnienia nagrody. Bez oczekiwania, na wywyższenie. Na uznanie.

O to zadba Bóg. Ten, który wskrzesił Jezusa z martwych, podniesie także mnie. I pozwoli mi stanąć w Jego królestwie tam, gdzie moje miejsce. Tam, gdzie On je przygotował.

Dziś Jezus pokazuje, że mam być niewolnikiem, po to, by inni stawali się przy mnie wolni.

Trudne to słowa. Trudno je zrealizować. Ale warto próbować.

Bo On zadba o resztę!

Największy

” Jezus przywołał dziecko, postawił je przed uczniami i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” (Mt 18, 2-3)

11.08.2015

Chcę być zbawiony. Chcę wejść do królestwa niebieskiego. Chcę… ale wciąż własnymi siłami.

A Jezus dzisiaj pokazuje drogę. Pokazuje, jak przyjąć to co On oferuje. Jak osiągnąć to, czego tak bardzo pragnę. Jak stać się największym.

I wskazuje, że nie muszę być gigantem. Nie muszę… Ale muszę stać się dzieckiem. Muszę być bezbronny wobec innych. Wobec Boga. Zaufać. Dokładnie tak jak małe dziecko.

Dopiero wtedy będę mógł myśleć o królestwie niebieskim. Dopiero w ten sposób, będę na nie gotowym. Bo tam nie ma miejsca na kalkulowanie. Nie ma miejsca na ciągłe szukanie swoich dróg.

Jest za to miłość. Miłość, która nie wybiera. Która nikim nie gardzi. Nikogo nie potępia. Tak jak Bóg, który chce ocalić każdego. Którego wolą nie jest żeby zginęło jedno z tych małych. (Mt 18, 14b)

A ja ciągle tak nie potrafię. Ciągle kalkuluję po swojemu. Ciągle dzielę ludzi na tych lepszych i gorszych. Tych, którzy zasługują na moją uwagę i tych, którzy nie są jej warci. Ciągle, nie potrafię stać się dzieckiem. Nie potrafię… do tego dorosnąć.

A Jezus ciągle mnie szuka. Jak tej zaginionej owcy. Bo On chce, bym trafił tam, gdzie On mnie zaprasza. Ja tylko muszę przestać się opierać. Muszę przestać myśleć po swojemu. Przestać kalkulować i ufać swoim siłom. Muszę uczyć się od swoich dzieci. I tak jak one zaufać Ojcu. Bezgranicznie!

Sługa

„Oto mój Sługa, którego wybrałem; Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie, ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi.” (Mt 12, 18a, 19-20)

18.07.2015

Dziś Jezus ukazuje swoją pokorę. Pokazuje (za prorokiem Izajaszem), że jest pokornym Sługą. Że chociaż jest Panem, przychodzi jak Sługa. Przychodzi by służyć.

I dlatego się usunął. Dlatego nie wystąpił przeciw faryzeuszom. Bo wiedział, że ma inne zadanie. Bo wiedział, że nie nadszedł Jego czas.

On mógł zamknąć usta faryzeuszom jednym znakiem. Jednym słowem mógł udowodnić (niepodważalnie) to, że jest Bogiem. Mógł… ale tego nie zrobił. Bo przyszedł, aby służyć. I tak pokazał swoją boskość.

Jezus uczy mnie pokory, której tak często mi brakuje. Ja, gdy słyszę, że ktoś jest przeciw mnie, od razu się buntuję. Szukam sposobu jak się odegrać. Jak udowodnić swoją rację. Jak dobić tych, którzy są słabi.

Ale nie On. Bo za bardzo nas kocha. Bo chce ocalić każdego z nas. Bo chce ocalić mnie. I dlatego mam brać z Niego przykład. Tak jak On mam odsunąć się na bok i pozwolić, by złość minęła. By miłość wygrała.

Dziś Jezus pokazał swoją pokorę. Ten, który wyprowadza mnie z Egiptu (czasem w pośpiechu). Ten, który jest Panem i któremu mogę zaufać w każdej sytuacji. Ten, który ma nad wszystkim władzę, pokazuje, że jest pokornym sługą.

I chce mi służyć. Codziennie. Z miłością.