Gniew

„Jezus przemówił do ludzi w synagodze w Nazarecie: Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. […] Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem.” (Łk 4, 24. 28)

29.02.2015

Jezus mówi prawdę. I robi to prosto w oczy. Nie patrzy na to, że ktoś czuje się urażony. Że ktoś wybucha gniewem. On mówi, bo chce dobra swoich słuchaczy.

Do mnie też mówi prawdę. Przez swoje słowo. Przez różne sytuacje. Przez innych ludzi. A ja… reaguję jak mieszkańcy Nazaretu. Bulwersuję się, bo lubię żyć w swojej iluzji.

A Jezus chce mnie z niej wyrwać. Chce i robi to. I dlatego nie owija w bawełnę. Nie udaje. Mówi wprost, chociaż mi się to nie podoba. Chociaż ja wybucham gniewem.

Bo jest to gniew oczyszczający. Gniew, który może mnie pokierować w stronę Boga. W stronę prawdy. Pod warunkiem, że dopuszczę ją do siebie.

Ale dzisiaj Jezus pokazuje także, jak ja mam mówić prawdę.

On dał przykład i chce bym Go naśladował. Bym tak jak On, nie bał się gniewu. Bym tak jak On mówił prawdę prosto w oczy. Bez ogródek.

Ale nie mogę przy tym zapomnieć o miłości. Nie mogę się wywyższać. Nie mogę traktować innych z pogardą. Bo prawda (nawet przyjęta z gniewem) zawsze oczyszcza. Burzy ułudę, a w jej miejsce buduje ład.

Dlatego Jezus gdy został przez ludzi wyprowadzony na stok góry, przeszedłszy pośród nich oddalił się. (Łk 4, 30) Nie chciał wchodzić z nimi w dyskusję, bo wiedział, że w tym momencie nic więcej nie zdziała.

On przyniósł im prawdę. Oni musieli się z nią uporać sami.

To samo tyczy się mnie. Jezus przynosi prawdę. Przynosi ją często przez innych. Ale to ja muszę ją zaakceptować. To ja muszę ją przetrawić, by mogła mnie zmienić.

I bym mógł nieść ją innym. Bez względu na to, jak oni ją przyjmą.

Zabić prawdę!

„Herod kazał pochwycić Jana (Chrzciciela) i związanego trzymał w więzieni, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby zgładzić, lecz nie mogła. […] Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: <<Proś mię, o co chcesz, a dam ci>>. […] Ona prosiła: <<Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela>>. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić.” (Mk 6, 17-19. 21a. 22-23. 25-26)

05.02.2016

Jan mówił prawdę. Mówił Herodowi ją prosto w oczy. I dlatego Herod go zamknął. Chciał go uciszyć, chociaż lubił go słuchać (a mimo to nie robił tego co on mówi).

Inaczej było z Herodiadą. Ona nie chciała słuchać Jana. Nie chciała słyszeć prawdy o sobie i swoim życiu. I była gotowa na wszystko, byleby więcej go nie słuchać.

I dlatego wykorzystała okazję. Wykorzystała swoją córkę. Wykorzystała słabość Heroda. I dane słowo.

Bo to jego nie chciał złamać Herod. To przez nie kazał zabić Jana. Kazał zabić tego, który mówił mu prawdę. Który był swoistym głosem jego sumienia.

Herod uległ, bo chciał być wierny swemu słowu, które wcześniej złamał (wiążąc się z żoną swego brata).

A ja z jakiego powodu zabijam prawdę w swoim życiu? Ile razy szukam wymówek by jej nie słuchać? Bo przecież tak wygodniej. Łatwiej. Nie trzeba się przejmować. A może jak Herod wybieram tylko to, co jest mi wygodne?

Jan mówił prawdę. Żył nią i był gotowy za nią umrzeć.

A ja szybciej zabijam prawdę z byle powodu, niż nadstawiam głowę by ją bronić!

Prawda

„Piłat rzekł do Jezusa: <<Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?>> Jezus odpowiedział: Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? […] Piłat zatem powiedział do Niego: <<A więc jesteś królem?>> Odpowiedział Jezus:  Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.” (J 18, 33b – 34. 37)

22.11.2015

Dziś Jezus obnaża prawdę o mnie. Obnaża prawdę o mojej wierze. O moim słuchaniu Jego słów. I świadectwie.

I dlatego pozwala żydom, by Go fałszywie oskarżali. Pozwala Piłatowi, by Go przesłuchiwał. Pozwala, by skazywał Go. By podważał Jego słowa. Bo Jezus świadczy o Prawdzie. Wskazuje gdzie jest Jego królestwo i jak bardzo ja o tym zapominam.

Bo królestwo Jezusa nie jest z tego świata. Nie jest, ale może być. Bo Jezus chce byśmy je wprowadzali. Ale nie siłą, lecz świadectwem. Tak jak On.

Jezus pokazał, że jest Królem. Królem, który za mnie oddaje życie. Który pozwala się poniżać, bo mnie kocha. I nie chce bym bił się za Niego. On chce bym, tak jak On, świadczył swoim życiem. Bym słuchał Jego słów i Go naśladował.

I dlatego przypomina, że królestwo Jego nie jest z tego świata. Bo ten świat uczy, by na zło odpowiadać złem. By na siłę odpowiadać siłą. Na krzyk, krzykiem. Na krew, krwią.

A Jezus chce bym działał inaczej. I dlatego Piotrowi w Getsemani kazał schować miecz. I dlatego uczył by nadstawiać drugi policzek. By kochać, także tych, którzy mnie nienawidzą. Bo to jest największa broń. Broń, którą On pokonał szatana. Którą On zwyciężył (choć mogło wydawać się inaczej)

Dziś Jezus obnaża prawdę o mnie, bo pokazuje, że nie słucham Jego słów. Słyszę je, ale nie wprowadzam w czyn. Słyszę, ale nimi nie żyję. I dlatego wciąż walczę. Wciąż próbuję oddać, gdy ktoś mnie zaatakuje. Wciąż wyciągam nową broń przeciw tym, którzy mnie ranią. Wciąż szukam nowych argumentów. Wciąż żyję zasadą: oko za oko.

A przecież On uczył inaczej.

I tak żył. I umarł. By zmartwychwstać!

Odwaga

„Córka Herodiady prosiła Heroda: << Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela>>. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana” (Mk 6, 25-27)

29.08.2015

Dwóch ludzi: Jan i Herod. Dwóch ludzi, których połączyła prawda. Jednak poróżniło podejście do niej.

Jan opowiedział się całkowicie za prawdą. Zaryzykował wiele, ale wiedział, że nie może zdradzić. Że nie może wyprzeć się wiary i prawdy. Choćby miał umrzeć.

Herod bał się prawdy. Bał się słów Jana, ale go słuchał. Bo wiedział, że mają sens. Że mogą coś zmienić. Jednak nic z tym nie zrobił.

Nie zrobił bo bardziej słuchał ludzi. Bał się, co inni powiedzą. Bał się odrzucenia. Opierał się ich namowom, ale do czasu. I dlatego zgładził Jana. Zgładził tego, którego słuchał. Ale nie wypełniał jego słów.

Dziś Bóg zestawia tych dwóch ludzi by pokazać mi jaką drogą mam iść. Jak mam zachować się wobec prawdy. Jak odpowiadać na Jego słowo. Jak nieść je innym.

Dziś Bóg pokazuje mi odwagę, której często mi brakuje. Stanowczość, która wypływa z miłości. Tak powinienem się zachować. Jak Jan, który dla prawdy stracił głowę. I to dosłownie.

A ja często zachowuję się jak Herod. Słucham słów prawdy. Wiem, że są warte tego, by je wypełnić. By nimi żyć. A jednak… chowam przed nimi głowę w piasek. Boję się zareagować, bo przecież inni patrzą. Boję się coś powiedzieć, by nie stracić tych, którzy są wokół mnie (lecz nie zawsze ze mną). A ich słowa są dla mnie ważniejsze. I dlatego się wycofuję.

A Bóg wzywa mnie bym odważnie poszedł za Jego słowem. Bym przylgnął do prawdy i dla niej żył. By się nie bał tego, co powiedzą inni, bo przecież On jest prawdą. I On mnie obroni. Sam przecież to obiecał: „A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać.” (Jr 1, 18-19)

I dlatego mogę odważnie stanąć po stronie prawdy. Bez względu na to co powiedzą inni. Jak Jan!

Prawda i lęk

„Herod kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego, Filipa. Jan bowiem upominał go: <<Nie wolno ci jej trzymać.>>” (Mt 14, 3-4)

01.08.2015

Dwóch ludzi. Jedna prawda i dwa różne do niej podejścia. Lęk. Na pewno obu.

Dzisiaj Bóg pokazuje mi Jana Chrzciciela. Tego, który na pustyni głosił nawrócenie. Tego, który zapowiedział przyjście Mesjasza. I tego, który nie bał się prawdy. Jana, który za prawdę był gotowy poświęcić życie.

I to zrobił. Zrobił, bo odważnie mówił Herodowi o jego grzechu. Bo nazywał grzech po imieniu. Bo nie mógł się na niego zgodzić.

I dlatego trafił do więzienia. Bo Herod się bał. On bał się prawdy. On bał się konsekwencji. On chciał uciszyć swoje sumienie, bo wiedział, ze zrobił źle. A Jan mu o tym przypominał.

Obaj spotkali się z prawdą. Obaj spotkali się z lękiem. Jan pokonał lęk, by wybrać prawdę. Herod przegrał. Przegrał z lękiem, bo chciał ukryć prawdę. Której się bał.

Dziś Bóg zestawia te dwie osoby, by mnie uczyć. By przypomnieć mi, że mam zawsze iść za prawdą. Nawet za cenę własnego życia. Własnych przyzwyczajeń. Własnych, nieuporządkowanych, pragnień.

Bóg chce bym zawsze odważnie mówił o tym co złe. Bym nie bał się nazywać rzeczy po imieniu. Bym nie bał się grzechu nazywać grzechem. Także we własnym życiu. Bym pokonywał swój lęk. I swój grzech. Bym nie zabijał wyrzutów, ale je przyjmował. Bo tylko tak stanę się prawdziwie wolny.

Dwóch ludzi. I dwa podejścia do prawdy. Które wybiorę?

***

I jeszcze uczniowie Jana. Ci, którzy po jego śmierci cierpieli. Ale się nie bali. Poszli i zabrali ciało. By je pochować. A potem poszli do Jezusa. By z Nim podzielić się bólem. By Mu go oddać.