Radosny post

„Jezus rzekł: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.” (Mt 9, 15)

12.02.2016

Jezus chce bym był radosny. Chce bym cieszył się każdym dniem. Każdą chwilą… spędzoną z Nim.

I dlatego daje mi post. Czas w którym mam się umartwiać. W którym mam odczuć Jego brak.

Nie chodzi Mu o to, bym pościł dla samego postu. Mam zmieniać swoje życie. Ożywiać serce. I pozbyć się swojej pychy.

Bo Jezus chce bym poszcząc rozerwał kajdany zła i więzy niewoli. Bym uwolnił się ode tego, co niszczy moją miłość. I dlatego daje mi ten czas. Czas Wielkiego Postu, podczas którego mam dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. (Iz 58, 7)

Tylko tak znowu spotkam Pana. Tylko tak mój post będzie prawdziwym postem. Tylko tak odmienię swoje życie. I będę mógł cieszyć się każdym dniem. Każdą chwilą.

Bo Pan będzie ze mną. W drugim człowieku!

Szczerość

„Jezus przywołał tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym.” (Mk 7, 14-15)

30.08.2015

Jezus znów wytyka mi brak szczerości. Znów uświadamia mi, że nie zawsze w swoim sercu potwierdzam to, co pokazuję na zewnątrz. Nie zawsze jest we mnie prawdziwa jedność, a mimo to udaję, że wszystko jest w porządku.

Bo tak często chcę być w porządku w oczach innych. Chcę wypaść jak najlepiej. Nie chcę nikogo zranić swoim słowem czy gestem.

A jednak to robię. Ale w swoim sercu. A jest to o wiele gorsze!

Ale nie tylko taką nieszczerość wytyka mi Jezus. Pokazuje, jak wiele jest we mnie fałszu w podejściu do świata. Jak łatwo ulegam fikcji, że to co mnie otacza może uczynić mnie nieczystym. Że dopiero w kontakcie ze światem popełnię grzech.

A to nie prawda. Jezus pokazuje, że moja nieczystość wychodzi ze mnie. Rodzi się ona w moim sercu i działa na zewnątrz. Może być odpowiedzią na świat, ale zawsze jest ze mnie.

Bo to moje serce czyni świat czystym lub nie. To moje myśli pozwalają mi budować dobro lub zło. Mogę udawać, że jest inaczej. Mogę oszukiwać nawet samego siebie, ale to na nic. Bo zło i dobro wypływa ze mnie. To jak odbieram świat i to co on proponuje może być złe, albo dobre. Nawet największe zło, które zobaczę, czy którego doświadczę mogę przekuć w dobro. Bo to w moim sercu rodzi się grzech. On nie wchodzi z zewnątrz, chociaż tak może się wydawać.

I dlatego Jezus wzywa mnie bym słuchał Jego słów. Ale nie tylko słuchał. Ja mam je zrozumieć. Ma starać się przyjąć je dokładnie takimi, jakimi są. Bo tylko wtedy pozwolę im we mnie działać. Pozwolę im zmieniać moje myślenie.

Bo Jezus chce bym był szczery. Szczery wobec siebie. Szczery wobec innych. Szczery wobec Niego. On chce bym budował świat pełen dobra. Ale najpierw muszę to dobro zbudować w sobie. W swoim sercu. Tylko tak, będę mógł epatować nim na zewnątrz.

I zacznę błogosławić tam, gdzie do tej pory grzeszę!

Obłudnik

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać.” (Mt 23, 23)

25.08.2015

Jestem obłudnikiem. Dziś Jezus twardo uświadamia mi, że jestem obłudnikiem. Pokazuje, jak dużo we mnie fałszu. Jak wielkim jestem obłudnikiem. Obłudnikiem, który tak nazywa innych.

A tylko On może to robić. Bo tylko On zna serca. Zna moje serce i wie, ile w nim obłudy.

Jestem obłudnikiem, bo dbam o to, co zewnętrzne. Dbam często o drobny szczegół, który wychodzi na zewnątrz. O każdy grosz dziesięciny. O odpowiednią postawę na modlitwie. O piękne słowa. Ale nie dbam o serce. O intencje.

Jestem obłudnikiem. Jezus o tym wie, a jednak mnie przygarnia. Zaprasza, bym do Niego przychodził. Bym karmił się Nim. Jego słowem. Jego ciałem. Bym wpatrywał się w Niego. Bo chce mnie uzdrawiać.

Jestem obłudnikiem. Lecz Jezus uczy mnie co jest ważne. Uczy, jak zmieniać swoje serce. Jak dbać nie tylko o to co zewnętrzne. I mówi: Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. (Mt 23, 26)

Wiem, że nie zrobię tego sam. Nie potrafię. I nie chcę potrafić. Bo tylko On zna moje serce. Zna je na wylot i wie, jak je zmienić.

Jestem obłudnikiem. Lecz Jezus może to zmienić. I to robi. Ja muszę Mu tylko pozwolić!

Ziarno

„Jezus powiedział: Posiane na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.” (Mt 13, 23)

24.07.2015

Dziś Jezus mówi mi o ziarnie. Jednak nie robi tego w przypowieści. Nic nie ukrywa, ale mówi wprost. Mówi tak, bym zrozumiał. Bez wątpliwości.

I daje do myślenia. Pokazuje jak mogę przyjąć Jego słowo. Jak je wysłuchać i co zrobić z nim dalej. I ostrzega. Bo wie, że nie zawsze to słowo przyjmuję. Nie zawsze wsłuchuję się w nie z należytą uwagą. Nie zawsze chcę je przyjąć.

I dlatego pokazuje cztery gleby. Cztery miejsca, gdzie pada ziarno. Cztery serca, które słuchają Jego słów. Pokazuje, by przypomnieć. By obudzić.

Bo tak często słucham Jego słów. Tak łatwo tłumaczę sobie, że jest dobrze, bo przecież codziennie spotykam się z Bogiem w Jego słowie. Ale nie uświadamiam sobie, że nie zawsze żyję Jego słowem. Nie zawsze pozwalam mu wzrosnąć i wydać plon.

Tak łatwo staję się jak miejsce skaliste. Z małą ilością ziemi. Pozwalam słowu wzrosnąć szybko, ale na krótko. Albo zagłuszam je swoją codziennością, z którą zmagam się sam. Tak jak na miejscu pełnym cierni.

A Jezus zaprasza mnie bym wydał plon. Bym stał się żyzną glebą, którą On będzie uprawiał. O którą On zadba. Bo sam nie dam rady. Sam zawsze coś zostawię i pozwolę rosnąć chwastom.

Dziś Jezus mówi o ziarnie. Mówi o słowie, które sieje. Czy przyjmę je i pozwolę by wydało plon?

Skarb

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje.” (Mt 6, 19-21)

19.06.2015

Jezus przestrzega mnie przed gromadzeniem skarbów. Przestrzega, bym nie przywiązywał się do tego co mam na ziemi. Bym nie dbał tylko o to, co materialne.

Bo to nie da mi zbawienia. Nie da mi pełnego szczęścia. Jezus wie, że w ten sposób będę tylko zestresowany. Będę codziennie martwił się o swój byt. O swoją rodzinę. O swoje utrzymanie. Pieniądz mnie zniewoli.

A Jezus chce bym był wolny. Bym żył w prawdziwej wolności, która da mi pełnię szczęścia. I dlatego zachęca mnie bym gromadził skarby w niebie. Bym dbał o to, co nie przemija. Bo tylko w ten sposób moje serce będzie naprawdę wolne. Będzie zakorzenione w Nim. I szczęśliwe.

On wie, że potrzebuję pieniędzy. Wie, że muszę jakoś utrzymać swoją rodzinę. Ale sam dba o mnie i w innym miejscu mówi: Starajcie się naprzód o królestwo Boże i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. (Mt 6, 33) I sam daje mi światło, bym potrafił tak żyć. Bym potrafił dbać o Jego królestwo.

W ten sposób mogę podejść do pieniędzy z wolnością. Mogę dzielić się tym co mam. Mogę przestać bać się utraty pracy. Utraty pieniędzy. Mogę zaryzykować – z Bogiem i dla Boga. Bo nie pieniądz będzie najważniejszy.

Najważniejszy będzie Bóg. W Nim będzie zakorzenione moje serce. I On będzie moim największym skarbem. Reszta będzie dodatkiem, o który On zadba.