Człowiek z wysoka

„Jezus powiedział Nikodemowi: Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi przychodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje” (J 3, 31-32)

07.04.2016

Jezus mówi o sobie. Mówi o swoim posłaniu. O swojej misji. O swoim świadectwie. I swojej relacji Ojcem.

Ale Jezus mówi też o mnie. Bo przecież to ja nie przyjmuję Jego świadectwa. Ciągle się opieram i po swojemu próbuję je interpretować. Ciągle mu nie dowierzam.

I dlatego wciąż jestem przywiązany do ziemi. Wciąż żyję tylko tym co ziemskie. I tutaj szukam szczęścia. I chcę by wszystko było tak jak sobie wymyśliłem. Tak, żeby to mi było wygodnie.

A Jezus zaprasza mnie bym tak jak On był człowiekiem Nieba. Bym tak jak On przychodził na ten świat z wysoka. Bym tak jak On słuchał głosu Boga. Bym mówił Jego słowa. I nimi żył.

Jezus mówi o sobie i chce bym Mu uwierzył. Bym przyjął Jego słowa. Bym naprawdę Nimi żył. Codziennie.

Tylko tak zaświadczę, że Bóg jest prawdomówny. Tylko tak pokażę, że Jezus przyszedł by dać nam życie w obfitości. Tylko tak otrzymam Ducha, którego obiecał.

Bo sam tego doświadczę.

I będę żył tutaj, ale już nie będę z ziemi. Będę z wysoka. Będę z Nieba. I sprowadzę je na ziemię.

Tak jak On. I dzięki Niemu.

Zadanie

„Jezus powiedział: Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie.” (Mt 10, 7)

05.12.2015

Jezus chce konkretów!

Wczoraj pytał o moją wiarę. A dzisiaj daje zadanie. I chce konkretnej odpowiedzi. Nie deklaracji, ale konkretnych czynów.

Bo Jezus widzi, że wciąż wiele osób nie dostrzega Jego królestwa. Wciąż wielu nie słyszało Dobrej Nowiny, a ludzie są „jak owce nie mające pasterza” (Mt 9, 36b). Są osoby które Go nie poznały (choć o Nim słyszały).

I dlatego wysyła uczniów. Najpierw dwunastu (apostołów). I daje im władzę nad duchami nieczystymi. Daje im łaski, by mogli je wypędzać. By mogli leczyć choroby.

Ale nie tylko ich. Przez nich posyła cały Kościół. Nie tylko tych, którzy są następcami apostołów (czyli księży). On posyła każdego – także mnie. I każdemu daje te same łaski. Za darmo!

I dlatego wczoraj pytał o moją wiarę. Pytał, bo ma dla mnie zadanie. Jezus chce bym szedł tam gdzie On mnie pośle. Tam gdzie się pojawię. Tam gdzie żyję. Bym szedł i głosił. Bym szedł i pokazywał, że Jego królestwo nadchodzi.

Bez czekania na zysk. Na nagrodę. Na zapłatę. Mam iść i budować Jego królestwo. Słowem i konkretną pracą. Razem z żoną i dziećmi.

On zadba o resztę!

 

Znaki

„Jezus powiedział: W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. […] A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest we drzwiach. […] Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.” (Mk 13, 24. 28-29. 32)

15.11.2015

Jezus kolejny raz mówi o końcu. Kolejny raz przygotowuje nas na to, co ma się wydarzyć. Na to, co poprzedzi Jego powtórne przyjście. I kolejny raz mówi trochę tajemniczo.

Bo Jezus nie zdradza szczegółów. Nie podaje dat, ani godzin. On pokazuje znaki, które mają zapowiadać koniec. I chce byśmy je rozpoznali.

I dlatego mówi o drzewie figowym. Mówi o znaku, który Izraelitom mówił o nadejściu lata. Oni potrafili go zrozumieć. Potrafili dojrzeć to, co zapowiadało zmianę pór roku.

Tak samo my teraz rozpoznajemy wiele znaków. Postęp techniczny sprawił, ze jest to łatwiejsze. Bardziej dostępne. I nie musimy już odwoływać się do mądrości ludowych (choć nadal chętnie to robimy).

Jednak nie potrafimy odczytywać znaków Bożej obecności. Nie potrafimy dostrzegać tego, co ma skłonić nas do zmiany życia. Do zmiany myślenia. Żyjemy tak, jakbyśmy mieli żyć wiecznie (i to na naszych warunkach).

A koniec może nadejść w każdej chwili. Może nas zaskoczyć, bez względu na to gdzie będziemy. Może zaskoczyć Ciebie i mnie. I co wtedy?

Czy będę gotowy i pójdę z podniesioną głową? Czy uwierzę słowom Jezusa, które przecież nie przeminą? A może wpadnę w panikę, bo przecież jeszcze tyle mam do zrobienia?

A Jezus chce bym był gotowy. I dlatego uczy mnie rozpoznawać znaki – zarówno te duże jak i te małe, codzienne. Bo On czeka na mnie w niebie. Czeka razem z aniołami, których pośle by zebrać swoich wybranych. I chce bym ja czekał na Niego. Na Jego powtórne przyjście.

Tak jak czekali pierwsi chrześcijanie. Tak jak czekają Ci, którzy są prześladowani na Bliskim Wschodzie. Bym podnosił głowę, bez względu na swoją sytuację. Bym nie bał się trudności, ale przemieniał swoje myślenie. Bym wpatrywał się w niebo i wypatrywał Syna Człowieczego. Bym codziennie Go wzywał. Bym czekał na przyjście Jego i Jego królestwa. Bym już teraz je wprowadzał tu, gdzie jestem.

I dlatego Jezus kolejny raz mówi o końcu świata. Ale mówi to nie po to, by mnie przestraszyć. On pragnie, bym sobie uświadomił, że ode mnie zależy jaki ten koniec będzie dla mnie. I dlatego mówi o znakach.

Tylko czy je odczytam?

Słowa

„Jezus pouczał swoich uczniów i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.” (Łk 9, 31-32)

20.09.2015

Strach. Uczniów pokonał strach. Strach o to, co Jezus o nich pomyśli. Co inni o nich powiedzą. Strach, który nie pozwolił im spytać.

A Jezus czekał. Tak jak czeka na moje pytania. Czekał, bo wie, że nie zawsze wszystko rozumiemy. I potrzebujemy dodatkowych wyjaśnień.

Bo słowa Jezusa nie zawsze są proste. Chociaż czasami takie się wydają, to jednak bez Niego czasami gubię ich sens. Rozumiem tylko część, lub ślizgam się po ich powierzchni.

Tak jak uczniowie. Oni szli z Jezusem. Słuchali Go, a jednak się nie zapytali co dokładnie ma na myśli. Co gorsza po drodze zdążyli się pokłócić o to, który z nich jest ważniejszy.

A Jezus pokazał im dziecko. Dziecko, które nie boi się pytać. Które potrafi zadać kilkadziesiąt pytań na godzinę. Które wciąż jest ciekawe świata. I wciąż szuka odpowiedzi.

I ja mam tak samo jak ono pytać. Pytać gdy nie rozumiem. Pytać, gdy jestem czegoś po prostu ciekawy. Nie muszę być pierwszy. Nie muszę być najmądrzejszy. Mam być jak dziecko. Dziecko, które podejdzie do Jezusa i pozwoli się przytulić.

Uczniów pokonał strach. Strach o to, że nie okażą się wystarczająco mądrzy by zrozumieć Jezusa. By być pierwszymi. A Jezus pokazał, że pierwszym jest ten, który przyznaje się do swojej małości. Który jest gotowy poniżyć się przed innymi. W imię miłości.

Bo tylko tak przyjmie Jezusa i Jego słowo. A wraz z Nim tego, który Go posłał. (por. Łk 9, 37) I da się przytulić!

Cisza przy Ojcu

Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będę wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.” (Mt 6, 7-8)

18.06.2015

Jestem gadułą. Cały czas próbuję przegadać innych. Nawet Boga. Dużo mówię, a nie potrafię milczeć. Nie potrafię słuchać. Nie potrafię siedzieć w ciszy.

A Jezus dzisiaj ostrzega, bym nie był gadatliwy. Bym uczył się siedzieć w ciszy. Bym potrafił wsłuchać się w Boga. Bo On wie, czego mi potrzeba.

On jest Ojcem i jako Ojciec zna potrzeby swoich dzieci. Choć czasami wydaje mi się inaczej, to zawsze daje mi to co jest najlepsze. Dba o mnie, tak jak ja dbam o swoje córki. A nawet lepiej.

Tylko ja muszę mu zaufać. Muszę pozwolić Mu mówić do mnie. Muszę pozwolić Mu działać. Nie mogę ciągle zasypywać Go swoimi słowami. Bo On je zna, zanim je wypowiem.

I dlatego Jezus uczy mnie modlitwy. Prostej, ale bardzo ważnej. Modlitwy dzięki której zwracam się do Ojca. Do Ojca, który dba o mnie. Który chce wypełniać moje potrzeby. Który wie co jest dla mnie najlepsze.

Jezus zaprasza mnie, bym usiadł Mu na kolanach. Jak dziecko. W ciszy. W uwielbieniu. Bym wsłuchał się w bicie ojcowskiego serca. I tam szukał odpowiedzi na moje pragnienia. Pragnienia ukryte w moim sercu. Które On zna.

Jestem gadułą. Ale Jezus zaprasza mnie do ciszy. Ciszy przy Ojcu. Na Jego kolanach.