Ukrzyżowana miłość

„Jezus powiedział: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem.” (J 15, 12)

04.03.2016

Jezus mówi o miłości. Mówi i ją pokazuje. Sam daje jej przykład.

I nie chodzi Mu o uczucie. Nie chodzi Mu o coś, co szybko ulatuje. On mówi o konkretach. Mówi o decyzji, którą mamy podjąć. Tak jak On.

Bo miłość o której mówi Jezus jest ofiarą. Jest gotowością do rezygnacji z siebie. Do poświęcenia, tak jak zrobił to Jezus. On umarł za nas. Wystawił się na pośmiewisko. Pozwolił by Go ogołocono, opluto, a w końcu zabito. Bo nas ukochał. Bo mnie ukochał.

I do tego wzywa każdego z nas. Do tego wzywa mnie.

Jezus chce bym kochał tak jak On. Bez skowronków. Bez uniesień. Ale całym sobą.

Mam tak jak On być gotowym do rezygnacji z siebie. Do poświęcenia swego ja w imię miłości. Do utraty swego czasu, swego odpoczynku, swoich pomysłów.

I mam tak kochać każdego. Nie tylko tych najbliższych. Nie tylko tych, którzy mnie kochają. Ale także tych, którzy mnie odrzucają. Bo i On umarł za tych, którzy Go zdradzili i zabili.

Jezus mówi o miłości. Daje swoje przykazanie i chce byśmy Go naśladowali, bo to On nas wybrał. Wybrał i przeznaczył, abyśmy szli i owoc przynosili, i by owoc nasz trwał. (J 15,16) Wybrał i jest cały czas z nami. Tak jak Ojciec jest z Nim. I tylko od nas zależy co z tym zrobimy. Tylko ode mnie zależy, czy pójdę za Jego głosem i pozwolę Mu działać.

Mogę to odrzucić. Mogę żyć po swojemu (i wiele razy tak robię). Mogę nawet kochać po swojemu: bez wyrzeczeń. Ale to wszystko będzie ulotne. Chwilowe. Nawet jak będzie trwało wiele lat.

A Jezus mówi o miłości, która nie przemija. I która daje prawdziwą i pełną radość. Bo nie pochodzącą od nas. Radość, która swoje źródło ma w Bogu. W Jego miłości, która trwa w Jezusie Chrystusie.

Jezus mówi o miłości. Miłości ukrzyżowanej, bo wie co to znaczy.

Ja dopiero się uczę.

Radosny post

„Jezus rzekł: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.” (Mt 9, 15)

12.02.2016

Jezus chce bym był radosny. Chce bym cieszył się każdym dniem. Każdą chwilą… spędzoną z Nim.

I dlatego daje mi post. Czas w którym mam się umartwiać. W którym mam odczuć Jego brak.

Nie chodzi Mu o to, bym pościł dla samego postu. Mam zmieniać swoje życie. Ożywiać serce. I pozbyć się swojej pychy.

Bo Jezus chce bym poszcząc rozerwał kajdany zła i więzy niewoli. Bym uwolnił się ode tego, co niszczy moją miłość. I dlatego daje mi ten czas. Czas Wielkiego Postu, podczas którego mam dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. (Iz 58, 7)

Tylko tak znowu spotkam Pana. Tylko tak mój post będzie prawdziwym postem. Tylko tak odmienię swoje życie. I będę mógł cieszyć się każdym dniem. Każdą chwilą.

Bo Pan będzie ze mną. W drugim człowieku!

Zmartwychwstanie / Służba

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.” (Mk 10, 45)

18.10.2015

Dzisiaj będzie o zmartwychwstaniu (bo każda niedziela to czas zmartwychwstania). O obudzeniu. O powstaniu z marazmu.

Dziś (po tygodniach mojego nie słuchania) Jezus mówi mi gdzie jest moje miejsce. Gdzie mam być, by być blisko Niego. Czym daje prawdziwą radość. Pozwala poczuć, czym jest Jego miłość. I tym wyrywa mnie ze snu (w który zapadłem na własne życzenie).

Bo Jezus mówi o służbie. Mówi i sam się jej podejmuje. Mówi, bo wie, że to jest jedyna droga.

Dlatego te słowa są takie radosne. Bo to Jezus sam mi się oddaje. Sam oddaje swoje życie. Za mnie. Wie, że nie potrafię zasłużyć na zbawienie. Nie mogę zapłacić za moje grzechy. Moje zaniedbania. I dlatego idzie. Idzie i służy. Aż do śmierci… po to by zmartwychwstać.

A ja często chcę iść na skróty. Tak jak Jan i Jakub. Chcę by Jezus uczynił to, co sobie wymyśliłem. To, co mi wydaje się najlepsze. I proszę o najlepsze dary. Dla siebie.

A Jezus słucha i pyta: Czy możesz pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? (por. Mk 10, 38) I czeka na moją odpowiedź. Na moją deklarację. Na moje czyny.

Bo wie, że jestem gotów wszystko powiedzieć. Wszystko zadeklarować. Jestem gotów, bo myślę, że dam radę. Jak Jan i Jakub, którzy odpowiedzieli twierdząco. Jak Piotr, który zapewniał, że nigdy nie zaprze się Jezusa. Jak Izraelici na pustyni.

I wie, że nie zawsze mi wyjdzie. A mimo to idzie i mi służy. Idzie i umiera za mnie. Bym ja mógł żyć. Bo mnie kocha!

I mnie zachęca do tego samego. Zachęca bym służył innym. Bo to jedyna droga. Droga, którą On poszedł. Droga by być pierwszym. Nie tylko po zmartwychwstaniu!

Matka

„Jezus rzekł do stojącego pod krzyżem ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.” (J 19, 27)

15.09.2015

Jezus zaprasza mnie pod krzyż. Zaprasza bym stanął obok Jana i Matki. Bym wysłuchał tego, co On chce mi powiedzieć.

Bo mówi nie tylko do Jana. Jezus swoje słowa kieruje do każdego z nas. Kieruje konkretnie do mnie.

I zaprasza mnie bym przyjął Jego Matkę. Bym pozwolił jej stać się moją Matką. Bo Ona już to zrobiła. Już zgodziła się na prośbę Jezusa.

A wtedy wszystko stanie się inne. Ta która stała pod krzyżem zaopiekuje się mną. Zaopiekuje się jak Matka, bo nią jest.

Jezus daje mi swoją Matkę. Pozwala by ta, która Go wychowywała, która razem z Nim cierpiała, stała mi się tak bliska. By teraz mogła wychowywać mnie.

Jezus daje mi Matkę, by Ona dała mi Jego. Bo Ona niesie Jezusa. Ona zawsze staje z boku. Staje pod krzyżem by wskazać mi Wywyższonego. By uczyć mnie miłości.

Jezus zaprasza mnie pod krzyż. Zaprasza, bym wtulił się w ramiona Matki. Bym z nią przeszedł wszystkie trudności. Wszystkie cierpienia. Ale i wszystkie radości. Bo Ona wie, jak w tym wszystkim nie stracić Boga.

Nowa droga

„Do Jezusa podeszli uczniowie Jana i zapytali: <<Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?>> Jezus im rzekł: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.” (Mt 9, 14-15)

04.07.2015

Świat nas nie akceptuje. Nie rozumie tego, co robią chrześcijanie. Nie akceptuje drogi, którą podążamy. Nie rozumie naszego myślenia. I dlatego nas odrzuca. I dlatego, nie chce nas słuchać. Bo nie idziemy drogą wskazaną przez świat.

Bo Jezus przynosi nową drogę. Drogę, która burzy porządek świata. Drogę, która jest wbrew temu, co mówi świat. I nas na nią zaprasza. I wskazuje, że jest z nami i w Nim jest nasza radość. Nawet gdy nas odrzucają. Nawet gdy nas prześladują.

Jezus zachęca, byśmy odrzucili to co stare. Byśmy całkowicie zmienili nasze życie. Z Nim. Dla Niego. I przez Niego. Bo tylko tak, zachowamy to czego On uczy. Bo tylko tak zachowamy to co cenne.

Bo nauka Jezusa jest jak młode wino, którego nie wlewa się do starych bukłaków. W przeciwnym razie, bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. (Mt 9, 17a). On chce, byśmy zachowali Jego naukę. Chce byśmy przekazali ją innym. Byśmy jej nie zmarnowali.

A świat nas nie rozumie. On chciałbym wpleść to, co mówi Jezus w stare myślenie. Chciałby przypieczętować stare postępowanie Jego słowem. A tak się nie da. I dlatego mamy być solą dla ziemi. I dlatego mamy się radować, gdy świat każe nam płakać. Bo Jezus nas do tego zaprasza.

Świat nas nie akceptuje. Nie akceptuje Chrystusa i Jego uczniów. Ale my, mamy się tym nie przejmować. Bo On jest z nami!

 

Ryzyko

„Jezus rzekł do sług: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli.” (J 2, 7-8)

25.05.2015

Jezus mi mówi: Zaryzykuj! Zrób coś, co wydaje Ci się głupie, irracjonalne. Przełam schematy swojego myślenia. A wtedy ja zadziałam.

Jezus zaprasza mnie, bym Mu zaufał. Bym zrobił to, co On proponuje. Chociaż w moim myśleniu rodzi się bunt, to mam być jak słudzy: posłuszny. Mam zaryzykować, bo tylko tak mogę pozbyć się swoich przyzwyczajeń.

On wie, że to nie jest proste. Dlatego daje mi Matkę, która mówi: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. (J 2, 5b). Ona wie, co znaczy się wahać. Co znaczy bać się. Przecież też musiała przełamać swoje myślenie. Ona też musiała zaryzykować, by przyjąć Bożą wolę. I zgodzić się na to, co mówił do niej anioł.

Jezus chce, bym jak Maryja ryzykował. Dla Niego. Bym zrobił krok do przodu tam, gdzie mój rozum mówi stop. Bo bez tego będę tylko stał i przyglądał się, jak moje życie pogrąża się w smutku. Jak zaczyna w nim brakować wina. A On chce to powstrzymać. Chce dać mi prawdziwą radość.

I dlatego mówi, bym napełnił stągwie. Bym wylał cały swój smutek. Wszystkie swoje troski. A On je przemieni. On sprawi, że to, co mnie przygnębia, stanie się radością. I wtedy dam tę radość innym. Jak słudzy na weselu.

Jezus nakłania mnie, bym ryzykował. Bo tylko tak będę szczęśliwy. Z Nim!

Radość i spokój

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.” (J 16, 20)

15.05.2015

Świat się bawi. Codziennie na nowo wzbudza w sobie radość. Codziennie daje tyle powodów do radości. Bawi się stworzeniem. Bawi się w stwórcę. Wciąż trwa karnawał. Pozorna radość. Karnawał grzechu.

A mnie świat przytłacza. Tak łatwo wpadam w strach o kolejny dzień. O pieniądze. O pracę. O rodzinę. Widzę, że niewiele mogę zrobić swoim nonkonformizmem. Że muszę ustąpić, żeby coś osiągnąć. Świat codziennie pokazuje mi, że jestem tylko małym trybikiem.

Ale Bóg jest ponad tym. On cały mój lęk, cały mój smutek przemienia. On mi pokazuje, że z nim mogę osiągnąć wszystko. I nie muszę rezygnować z tego co najważniejsze. Z Nim mogę wyrwać się z marazmu. Wyrwać się z codziennego smutku i być radosnym.

I nic tej radości nie zabierze. Nawet upadek. Nawet problemy. Bo wiem, że moje sprawy są złożone w Bogu. On ma nad wszystkim kontrolę, jeśli ja mu na to pozwolę. I On umacnia mnie bym był spokojny i trwał w obliczu grzechu.

I wtedy o nic nie muszę pytać Boga. Bo wszystko staje się jasne. W Nim.

Wolny niewolnik 2

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.” (J 15, 11)

07.05.2015a

Tak jestem niewolnikiem. Niewolnikiem zniewolonym przez swój egoizm. Swoje żądze. Swój strach. Swoją wizję świata.

Nie umiem kochać i Bóg dobrze o tym wie. Dlatego mówi mi o swojej miłości. Przypomina mi, że mimo wszystko On mnie kocha. I robi to codziennie. Słowem. Swoją obecnością. Przez innych ludzi.

Jestem niewolnikiem, stworzonym i powołanym do radości. A tylko w Bogu mogę zdobyć jej pełnię. I dlatego On wzywa mnie bym wykonywał Jego przykazania, bo to jest właśnie droga do wolności. Wolności, która niesie radość.

Jestem niewolnikiem, ale Miłość Boża każdego dnia mnie uwalnia. Bym był szczęśliwy.