(nie) ze świata

Nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15, 19b)

09.05.2015

Nie jestem ze świata. Chociaż z niego pochodzę, to z niego nie jestem. Bo mój Pan z niego nie jest.

Nie jestem ze świata i dlatego nie mogę zgodzić się na to, co świat proponuje. Nawet jak z tego powodu świat mnie znienawidzi. Przecież Jezusa też znienawidzili, a ja nie jestem większy od swego Pana.

Nie jestem z tego świata i nie mogę iść na kompromis, nawet gdy świat mówi mi że powinienem, bo tak jest lepiej. Wygodniej. Bo tak (według świata) wygląda miłość.

Nie jestem ze świata, chociaż codziennie do niego wracam. Trwam w tym co świat mi proponuje i co mnie zniewala. Ale Pan codziennie mnie z tego uwalnia. Codziennie uczy mnie, że można inaczej. Lepiej.

Nie jestem z tego świata i dlatego nie muszę być pierwszy. Bo On jest pierwszy!

Wyjść z owczarni

Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego” (J 10, 16)

08.05.2015

Dobrze jest być w owczarni Pana. Pasterz dba o mnie. Troszczy się o to, by mi niczego nie zabrakło. Pilnuje by nie stała mi się krzywda, a gdy trzeba uzdrowi i wykąpie. Dobrze jest być w owczarni.

Ale trzeba z niej wyjść! Trzeba pójść by szukać innych owiec i je przyprowadzić do owczarni. Wskazać im, że jest tylko jeden Pasterz.

Pan wzywa mnie, bym zrezygnował z wygód, które daje owczarnia. Zaprasza bym poszedł między wilki i tam szukał owiec zranionych. Owiec umierających. Owiec chorych. Owiec, które Pan chce przyprowadzić do swojej owczarni i uleczyć swoim Słowem.

Ale nie wysyła mnie samego. On idzie ze mną. On – Pasterz, który życie oddaje za owce. I dlatego nie muszę się bać, bo On sam będzie mnie wspierał. Jego laska pasterska ochroni mnie przed niebezpieczeństwem. Ślady Jego stóp wskażą mi drogę. Jego ramiona poniosą mnie, gdy sam nie będę dał rady iść.

Dobrze być w owczarni. Ale warto z niej wyjść, by wskazać ją tym, którzy jej nie znają.

Wolny niewolnik 2

To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.” (J 15, 11)

07.05.2015a

Tak jestem niewolnikiem. Niewolnikiem zniewolonym przez swój egoizm. Swoje żądze. Swój strach. Swoją wizję świata.

Nie umiem kochać i Bóg dobrze o tym wie. Dlatego mówi mi o swojej miłości. Przypomina mi, że mimo wszystko On mnie kocha. I robi to codziennie. Słowem. Swoją obecnością. Przez innych ludzi.

Jestem niewolnikiem, stworzonym i powołanym do radości. A tylko w Bogu mogę zdobyć jej pełnię. I dlatego On wzywa mnie bym wykonywał Jego przykazania, bo to jest właśnie droga do wolności. Wolności, która niesie radość.

Jestem niewolnikiem, ale Miłość Boża każdego dnia mnie uwalnia. Bym był szczęśliwy.

Wolny niewolnik

Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej” (J 15, 10a)

07.05.2015

Nie umiem kochać. Chociaż próbuję, to zawsze łapię się na tym, że bardziej myślę o sobie niż drugim człowieku. Nie umiem zrezygnować z siebie, dla drugiej osoby. Nawet najbliższej.

Nie umiem kochać i Bóg o tym wie. Dlatego to On daje mi miłość. I wzywa bym wytrwał w miłości Jego. Nie każe mi kochać, bo wie, że sam z siebie tego nie potrafię.

Nie umiem kochać. Lecz Bóg mimo wszystko obdarza mnie miłością i chce bym ją przyjął. Tak jak potrafię. Z całym moim egoizmem.

Przecież jestem jak niewolnik, który sam z siebie nic nie zrobi. Tylko czeka na rozkazy, bo wie, że musi wykonać swoje obowiązki. I dlatego Bóg zaprasza mnie bym spełniał Jego przykazania. On zna mnie i zdaje sobie sprawę z tego, że tylko w ten sposób mogę nauczyć się miłości. I być wolnym.

Nie umiem kochać i nigdy nie będę umiał. Na szczęście Bóg codziennie daje mi łaskę bym próbował. I to wystarczy. Resztę sprawi On!

Bo to On kocha innych przeze mnie!

Wierzę?

Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.” (J 14, 12)

06.05.2015

Nie wierzę w Jezusa! Nie wierzę, bo gdybym wierzył dokonywałbym takich dzieł jak On. A ja…

Nie wierzę w Jezusa, bo nie współpracuję z Jego łaską. On zaprasza mnie do wiary. Daje mi taką możliwość. Tylko ja nie potrafię tego przyjąć.

Nie wierzę w Jezusa, bo bardziej wierzę rozumowi. A on… każe mi twierdzić, że przecież się nie da. Przecież nie jest możliwe, żeby Bóg zadziałał dokładnie w tym miejscu. I w tym czasie. I dokładnie tak, jak Go o to proszę.

A Jezus mówi: O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię. I daje mi na to świetne przykłady. Przecież to On dał mi piękną żonę. On uzdrowił serce mojej córki. On wyrwał mnie z grzechu. On dba o to by mi niczego nie zabrakło. On pozwolił mi wyjechać na rekolekcje, gdy po ludzku nie było to możliwe. On…

A ja cięgle mu nie wierzę. Ciągle mam wątpliwości…

Nie wierzę w Jezusa! Ale on wierzy we mnie i dlatego daje mi łaskę. Codziennie!

Tak czynię?

Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak mi Ojciec nakazał” (J 14, 31)

05.05.2015

Jezus mówi dużo o sobie. Uczy mnie, że odchodzi do Ojca. Ale wróci. Odchodzi, ale ja mam się z tego cieszyć (sic!). Bo przecież Ojciec jest większy od Niego i Jezus robi to co Mu Ojciec nakazał. I jeszcze ja mam mówić o tym światu!

Ale Jezus mówi też o mnie. Gdy mówi Ja miłuję Ojca i tak czynię, jak mi Ojciec nakazał, wskazuje mi jak JA (dokładnie ja, a nie tylko On) mam odnieść się do Ojca. Jak JA mam postępować. Te słowa nie muszą być o Nim. One powinny być o mnie. Ale nie są!

Nie są, bo ja nie umiem robić tego co mi Ojciec nakazuje. Nie umiem szukać Jego decyzji w swoim życiu. Przecież ja wiem najlepiej. W swojej pysze nawet Bogu odbieram prawo znania mnie lepiej!

Ale On i tak mnie zna. On wie, że nie potrafię tak jak Jezus w pełni zaufać Jego słowom. A mimo to mnie woła, bym wypełniał Jego wolę. I jeszcze bym mówił o tym światu. By każdy wiedział, że czynię tak, jak mi Ojciec nakazał.

Bo nie robię tego sam z siebie. To zawsze jest Jego darem!

Nie kocham Jezusa?

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę […] Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich” (J 14, 23-24)

04.05.2015

Nie kocham Jezusa! Tak wynika z Jego słów. Bo gdybym Go kochał zachowywałbym Jego naukę. A ja… Ile razy słyszałem o miłości do drugiego człowieka? A ile tej miłości jest we mnie? Przecież miłość jest cierpliwa, nie osądza, nie szuka swego. Ale nie ja!

Na szczęście Bóg zna moje słabości. Wie, że jestem jak małe dziecko, które wszystkiego trzeba nauczyć. Dlatego cierpliwie powtarza swoje słowa. Cierpliwie puka do mego serca. I czeka. Może kiedyś zrozumiem i naprawdę zachowam Jego naukę.

Ale nie tylko czeka. Jezus mówi, że pośle Ducha Świętego, a On nas wszystkiego nauczy i przypomni wszystko co On nam powiedział. Czy to nie jest pocieszające? Wiem, że jestem słaby. Sam z siebie nie potrafię zachować słów Jezusa. Ale On mnie nie zostawia…

Nie kocham Jezusa! Nie, to nieprawda. Kocham Go, ale wciąż niedoskonale. I za mało!